Człowiek szczęśliwy, to człowiek z pasjami.

Był czas, że odkładałam wszystko na później. Naczynia stały w zlewie, książki do nauki piętrzyły się na regale, mnóstwo planów stało w miejscu. Z dnia na dzień przybywało mi obowiązków, zadań.. W końcu było tego aż tyle, że nie miałam siły na opanowanie tego wszystkiego. Z jednego przedmiotu do nauki na egzamin, zrobiło się aż trzy.. Z jednego rozpoczętego posta na bloga, nagle miałam z dziesięć (jak nie więcej).. Zdjęcia do obróbki czekały w komputerze.. Plany, które chciałam zrealizować stały w miejscu.. Kalendarz pękał w szwach, mimo tego ja ciągle coś dopisywałam tam nowego. Lenistwo ogarnęło mnie całkowicie. Myślałam, że jak odłożę wszystko to co zaplanowałam na kolejny dzień - będzie to świetnym rozwiązaniem.. Niestety.. Myliłam się..




Nowy Rok był dla mnie przełomem. Siedząc z filiżanką kawy w dłoni zaczęłam analizować swoje życie. Tłumaczyłam sama sobie, że teraz jestem Żoną, Ozdobą mego Męża, a przede wszystkim Panią Domu. Musiałam wziąć się za siebie, za swoje ale także za nasze wspólne życie. Mówi się, że dziecko jest szczęśliwe wtedy, kiedy rodzice spełniają się i sami są szczęśliwi. Tak samo jest w małżeństwie. Gdy żona realizuje swoje plany, mąż jest z niej dumny a jednocześnie dzięki temu szczęśliwy, bo wie, że jego ukochana osoba spełnia się. I odwrotnie. Jestem mega dumna z mojego męża, kiedy robi to co lubi. Wtedy widzę jego uśmiech, radość w oczach. Nasz związek dzięki temu staje się idealny, pełen radości, miłości, spełnienia.

Następnego dnia wstałam pełna zapału. Od razu wzięłam się za .. uszczęśliwianie siebie. Lenistwo zostawiłam gdzieś w tyle. Włączyłam ulubioną muzykę, zaczęłam sprzątać tańcząc przy tym. Tak ! To jest to ! W głośnikach pojawiła się stara piosenka, której jedno zdanie było dla mnie w danej chwili motywujące: "Możesz wszystko, wszystko możliwe jest, gdy Ty.." (L.O.27 - stary zespół, zapewne przez wielu zapomniany) Jak to ja, od razu zaczęłam kończyć piosenkę po swojemu. Układałam zdania, które motywowały mnie, ale także pasowały do melodii. Godziny mijały, a ja w tym czasie zdążyłam posprzątać mieszkanie oraz ugotować obiad. Byłam dumna sama z siebie. Zapał nie opuszczał mnie, dlatego aby nie marnować tak cennego czasu wzięłam się za pisanie postów blogowych. Wena była tak wielka, że do dzisiaj mam kilka postów zapisanych na kartkach, ale opublikuję je dopiero wtedy, gdy przyjdzie odpowiedni czas. 
Moje roztargnienie spowodowało, że zgubiłam wiele postów - tak to jest jak pisze się na kartkach. Dlatego postanowiłam iść do księgarni i zakupić kalendarze. Aktualnie mam ich aż trzy. Tak, tak ! Dobrze czytacie ! Jeden kalendarz jest typowo kieszonkowy, taki mały do torebki, aby zapisywać w nim na szybko wszelakie informacje poza domem. Drugi jest większy, w którym zapisuję plan dnia, informacje dotyczące uczelni itp. Trzeci natomiast jest blogowy, w nim piszę posty oraz informacje dotyczące bloga i fanpage. To był pierwszy krok do organizacji mojego życia. Wszystko mam ustalone, wszystkie myśli, które się pojawiają od razu zapisuję w którymś z kalendarzy. Polubiłam moją organizację, czuję, że każdy dzień przebiega mi o wiele sprawniej i w końcu nie ogarnia mnie takie lenistwo jak kiedyś.

Wciąż czegoś mi brakowało, czułam jakiś niedosyt. Familie.pl nie pozwalało na rozwijanie swoich umiejętności, poza tym finanse.. oraz brak umowy. To mnie demotywowało. Blog nie przynosił mi takich korzyści jak bym chciała, a Betterware.. hmm.. cóż mało znana firma, a ja nie mam daru przekonywania do zakupu. Nie jestem typem handlowca niestety. Miałam myśli, że zrezygnuję z blogowania, czułam, że piszę sama do siebie. Fakt licznik odwiedzin leciał w górę, czasami ktoś skomentował post na blogu oraz na fanpage, ale.. mnie to nie satysfakcjonowało nadal. Nagle zaczęły pojawiać się propozycje współprac. Szok, zdziwienie i.. zadowolenie. Ktoś czyta mojego bloga, nie piszę na darmo. Czyli nie jest tak źle. Z dnia na dzień było coraz lepiej, niedosyt odleciał gdzieś, wena nie opuszczała mnie. Czułam się spełniona i doceniona. Teraz mam sporo pomysłów na prowadzenie bloga, na zdjęcia. Kto wie, może osiągnę to co zamierzam?!

Przemyślenia dały mi wiele. Zrozumiałam, że mam prawo robić to co lubię, a małżeństwo nigdy nie powinno nas ograniczać. Będąc w małżeństwie mamy wrażenie, że wszystko co dobre się skończyło. Zostało tylko pranie, sprzątanie, gotowanie i ... nic więcej. Absurd ! Mamy prawo robić to co chcemy, w miarę naszych możliwości oczywiście. Każdy powinien spełniać się i cieszyć z tego co robi. Ani związek, ani małżeństwo nie powinno zmieniać naszych planów/celów/marzeń (każdy ma swoją interpretację na ten temat). Małżeństwo powinno sprawić, że zaczniemy dbać o siebie, swoją drugą połowę, pomagać sobie nawzajem, mobilizować się wspólnie. Rób to na co masz ochotę, znajdź zajęcia, które będą Waszą wspólną, małżeńską pasją. Dzięki temu związek będzie o wiele trwalszy i szczęśliwszy. Jeżeli nie masz wspólnych zainteresowań z partnerem, nie jest to nic złego. Realizujcie swoje pasje oddzielnie, ale nie zabraniajcie sobie niczego, co związane z tym hobby. Wasz związek na pewno na tym nie ucierpi, ale może wiele zyskać. Nie rób z siebie kury domowej i nie każ swojemu facetowi siedzieć w kapciach przed telewizorem. Nie na tym polega życie! Ciesz się, baw, korzystaj ze wszystkiego! A przede wszystkim nie odkładaj niczego na ostatnią chwilę, bo życie jest na to zbyt krótkie ! Człowiek szczęśliwy, to człowiek z pasjami. 
Idę z mottem: "Żyj tak, aby ślady Twych stóp przeżyły Ciebie." Staram się z całych sił, aby moja praca była kiedyś doceniona i zauważona. Chcę, aby to co robię przetrwało dłużej niż rok, dwa. Chcę zrobić coś co będzie krążyło gdzieś przez całe życie. Każdego dnia staram się, by zasypiać z uśmiechem na twarzy i satysfakcją, że plany z danego dnia zostały zrealizowane.
Ty też możesz obrać cel i do niego dążyć! Jesteś człowiekiem, który może osiągnąć wszystko! Jesteś kimś, kto może zmienić świat, swoje otoczenie! Jesteś kimś wyjątkowym, tylko w to uwierz!







5 komentarzy:

  1. Boziu L.O.27! Toż zakochana byłam kiedyś w Kubusiu Molędzie ;)
    A co do całego posta ,masz absolutną rację. Każdy z nas powinien robić to co lubi, co sprawia mu przyjemność i pozwala się rozwijać. Nawet kura domowa jak ja powinna znaleźć chwilę tylko dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja się teraz troszkę rozpisze,bo takie przemyślenia to ja lubię ;)
    Ja uważam,że to,co chcemy,a co możemy to 2 inne sprawy... Życie dostarcza wielu niespodzianek niezależnych od nas :(
    Patrzę z trochę innej perspektywy jak Ty,bo mam 2 malutkich dzieci ;) Czasem z mężem zaplanujemy sobie jakiś miły weekend,że pojedziemy gdzieś z dziećmi na wycieczkę,spacer, później oglądniemy razem film,zjemy coś dobrego,a tu...ząbkowanie młodszego,nieprzespana noc..
    Albo ostatnio mieliśmy zaplanowany weekend w ogrodzie z naciskiem na wypoczynek-po nawałnicy,czy jak kto woli trąbie powietrznej (o której zresztą pisałam u siebie na blogu) nasz czas w ogrodzie musieliśmy spędzić na porządkowaniu gałęzi,śmieci i ratowaniu tego,co zostało z naszego ogrodu :(
    Nawet nie wiesz ile razy zaczynam pisać jakiś post,a w tym czasie starszy chce jeść,innym razem młodszy marudzi.. Wiem,mogę poprosić męża,żeby chwilę przypilnował dzieci,ale mężą nie mam codziennie po 1h na 3 zmiany pracuje... a jak już jest,to staram się robić coś ważniejszego, jak prasowanie, większe porządki itp.

    Nie powiem,że nasze życie toczy się wokół dzieci i domu,ale w pewnej mierze tak i takich przykładów jak wyżej mogłabym dodać wiele. Bo na prawdę sporo zależy od naszego otoczenia,od tego gdzie mieszkamy, czy mamy przy sobie rodzinę itp. Jeśli możemy to wybieramy się wspólnie na mecz,gdyż oboje jesteśmy fanami piłki nożnej,w ten weekend np jedziemy na zlot Master Truck pod Opole...Teraz mam chwilę,bo 2 dzieci mi śpi to zamiast sama odpocząć przeglądam blogi i w między czasie robię wpis- to mnie bardziej relaksuje jak leżenie i patrzenie w sufit ;)
    Na swoim blogu pisałam wiele razy o dobrej organizacji czasu, o planowaniu i o tym jak poradzić sobie ze wszystkim, da się? da,choć sporym kosztem,ale wszystko można!

    Pozdrawiam, Karina :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dopiero teraz widzę,że ucięło mi troszkę komentarza :(

    (...) Wiem, mogę poprosić męża,żeby chwilę przypilnował dzieci,ale męża nie ma codziennie po 12h,więc w sumie pół dnia,a to też nie wygląda tak ładnie,bo na 3 zmiany pracuje... (...)

    Więc zobacz na to z drugiej strony,kiedy już jest w domu są to różne zmiany:rano,popołudnie,czy nocka.. czasem ciężko nam ustalić coś wspólnie, urzędowe sprawy załatwiamy "na raty",a dzieci nieraz praktycznie go nie widzą w ciągu dnia :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze chyba nigdy tak mądrego posta nie przeczytałam. Na prawdę blog i post godny polecenia. A u mnie KONKURS świąteczny, także wpadaj i bierz udział , bo na prawdę warto.
    http://malgosianablogu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 My World by Dagmara Rek , Blogger